sennik onlineZabić kogoś

Sen o zabiciu kogoś zwiastuje wielkie nieszczęście. Musisz teraz być gotowy na wielką próbę, którą należy przejść ze spokojem, inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie. Według sennika zabicie kogoś jest związane również ze stratą i to nie tylko materialną, ale też emocjonalną czy osobistą. 

Zabicie kogoś nożem oznacza, że nie postępujesz wobec innych uczciwie. Znaczenie snu zabicie kogoś bliskiego to znak, że musisz wziąć sprawy w swoje ręce, bo tylko od Ciebie zależy teraz Twój los. Jeśli śni Ci się konkretna osoba, którą zabijasz, może to być wyraz Twojej niechęci wobec niej lub skrywanych negatywnych odczuć. Możesz również chcieć po prostu kogoś ze swojego życia eliminować bo na przykład jest on powodem cierpień albo niepowodzeń. 

Zabicie matki symbolizuje obawę o moralność. Może to oznaczać wahanie się nad pewną decyzją, której skutki mogą być nie do końca przyzwoite.

Zabicie ojca to symbol braku pewności siebie oraz powątpiewanie w zasady życia, którymi kierujemy się na co dzień. To dobra chwila żeby coś zmienić. 
Zabicie przyjaciela wróży przyparcie do muru przez bliskich znajomych, którzy będą od Ciebie oczekiwali podjęcia ważnych decyzji.

Kiedy zabijasz siostrę, nieszczęśliwie ulokujesz swe uczucia, dobrze się więc zastanów zanim obdarzysz kogoś sympatią. 

Jeśli we śnie zabijasz ukochaną osobę, czeka Cię rozczarowanie Waszym związkiem lub jej postawą. 

Kiedy zabijamy kogoś nożem, posiadamy wobec niego skrywaną niechęć, złość, nienawiść. Zabicie kogoś pistoletem oznacza, że teraz rzeczy mało ważne przysłonią Ci cały świat. Wynikiem tego może być brak podjęcia decyzji w kwestii, która jest dla nas stosunkowo ważna. Zabijanie siekierą we śnie to oznaka, że jesteśmy w życiu zbyt impulsywni i porywczy, należy zahamować swoje emocje, bo zaprowadzą one do naszej własnej zguby. Gdy zabijamy kogoś w swojej obronie, znajdziemy się w groźnej sytuacji, ale wyeliminujemy źródło naszych problemów. Kiedy zabijamy kogoś obcego, przez nieuwagę możemy zlekceważyć życiową szansę.


Dodaj komentarz do snu

użytkownik: ~ramka4
Najnowszy Komentarz!
Dodano: 10.10
0
0

snilo mi sie ze razem z chlopakiem i jego klasa jechalismy na wycieczke.. i kierowca wjechal w taka uliczke dziwna.. chlopak do mnie powiedzial ze mamy stad uciekac, nie chcial powiedziec czemu, mowil tylko ze sie zaraz przekonam. okazalo sie ze pozostalych mafia rozstrzelala i nas tez gonila, ale udalo sie nam ich zabic. powiem szczerze ze to chyba jedyny przypadek w ktorym sie ciesze ze kogos zabilam..

użytkownik: ~Magdalena
Dodano: 30.05
1
0

Kilka dni temu miałam bardzo dziwny sen... Żyłam w takim odizolowanym miejscu, na dużej posiadłości z pięcioma domami. Wszystko to należało do mojego taty i kilku innych osób, których w realu nie znam (ze snu zapamiętałam tylko twarz jednej kobiety w wieku około 25 lat, ale to raczej nie istotne). Tata i te osoby, które były z nim w jakiś sposób związane, byli bardzo bogaci. Ja byłam samotna, nie miałam przyjaciół, nigdy nie wychodziłam z tej wielkiej posiadłości i nie znałam innych ludzi oprócz taty i tych innych osób które z nim mieszkały. We śnie miałam chyba tyle lat ile mam w realu [16], ale byłam od siebie trochę ładniejsza. Do tąd wszystko wydaje się być normalne... W tym śnie miałam bardzo dziwny obowiązek: co kilka dni tata i te inne osoby leciały dokądś własnym helikopterem, a przed odlotem "dawali mi" jakąś osobę, którą ja miałam zabić przed ich powrotem. Był taki pusty plac między tymi wielkimi domami i tam były liny, łańcuchy i kajdany którymi mogłam przywiązać osobę którą akurat miałam zabić. Miałam też jakąś broń palną do zabijania (czasami dostawałam od taty nowy pistolet/strzelbę). Byłam już w miarę przyzwyczajona do tej pracy i z niechęcią zawsze zabijałam tych ludzi których miałam zabić. Wiedziałam że jeśli nie wykonam polecenia taty i nie zabije danej osoby, stanie się coś złego. Więc wszystkich zabijałam. Ludzie których miałam zabić, doskonale o tym wiedzieli, patrzyli na mnie z nienawiścią, ale nie oponowali się siłą, często sami się przykuwali tymi kajdanami i zakładali sobie łańcuchy. A ja ich zabijałam. Aż pewnego dnia "dostałam" młodego chłopaka, w wieku około 13 lat. Miał jasne włosy, taki popielaty blond i szare, smutne oczy. Nie patrzył mi w oczy i był zrezygnowany. Przeważnie zabijałam moje ofiary od razu, ale z nim jakoś nie mogłam i postanowiłam poczekać: przecież i tak miałam czas do powrotu taty i tych innych ludzi (zawsze mi mówili po jakim czasie wrócą). Tym razem miałam kilka dni na zabicie go. Nie odzywał się, a ja mu się przedstawiłam. Chciałam mu spojrzeć w oczy, ale on zawsze odwracał ode mnie wzrok. Przez kilka dni niewiele się działo: ja spałam w jednym z domów, on spał na dworze (proponowałam mu żeby wszedł do domu, ale odmawiał). Chłopak bardzo mnie zaintrygował i rano wychodziłam do niego i przez cały dzień siedziałam obok niego, nic nie robiąc. Miał zawsze zamyślone, smutne oczy. Współczułam mu, chociaż nie do końca wiedziałam co on czuje. Po jednym dniu zaczął akceptować moją obecność: czasami patrzył mi w oczy, wstawał i chwilę chodził bez celu, by wrócić do mnie i uściąść obok mnie. Nie wiem ile minęło czasu, ale potem czasami jak tak siedzieliśmy, brał mnie za rękę i tak mnie po tej ręce głaskał. Jak to robił chciało mi się płakać, ale nie płakałam i tylko smutno się do niego uśmiechałam, tak jak on do mnie. Kiedyś przysunął się bliżej mnie (ja siadałam zawsze tak z półtora metra od niego). Nie wiem jak to się stało, ale po kilku dniach całkowicie mu ufałam, a on mnie chyba lubił i kładłam mu głowę na ramieniu i tak siedzieliśmy. Zaczął się zbliżać dzień powrotu taty i tych innych, a ja już wiedziałam że nie zdołam go zabić. W przed dzień ich powrotu, jak sobie w ciszy siedzieliśmy, on nagle wstał, podszedł do łańcuchów i tam stanął, ewidentnie czekając na mnie. Podeszłam do niego, przytuliłam się do niego i zaczęłam płakać. On pogłaskał mnie po plecach, aż się trochę uspokoiłam. Potem spojrzał mi w oczy, wskazał na strzelbę i powiedział coś w stylu "już czas". Były to jego pierwsze słowa. Gwałtownie pokręciłam głową, ale on stanowczo powiedział że powinnam go już zabić. Ja zaczęłam krzyczeć i płakać. Wrócił tata z tymi innymi ludźmi, a ja ukryłam tego chłopaka w jakiejś łazience, jednak oni go znaleźli. Kazali mu wyjść na dwór, a tata bardzo się na mnie zezłościł. Zaczął na mnie krzyczeć, po czym wziął taki jakby młoteczek zakończony taką jakby śrubką i delikatnie zaczął mnie tą śrubką stukać w głowę, co sprawiało mi wielki ból. Nic na tą karę nie odpowiedziałam, a gdy tylko mnie puścił, uciekłam do jakiegoś pokoju i zaczęłam płakać. Tata powiedział że on i ci inni ludzie lecą gdzieś jeszcze na dobę i jak wrócą ten chłopak ma być martwy. Chciałam im wytłumaczyć że go kocham (bo zdążyłam go pokochać), ale powiedzieli że mam wykonać polecenie taty. Jak tylko polecieli, pobiegłam do chłopaka i mocno się do niego przytuliłam. On spojrzał na mnie tymi pięknymi szarymi oczami i poprosił: "zabij mnie". Ja zaczęłam krzyczeć że nie, nie mogę, nie potrafię, a on po chwili mocno złapał mnie za ramiona i zmusił do patrzenia mu w oczy. "Zabij mnie" powiedział stanowczo. Ja zaczęłam bezgłośnie płakać i cicho zapytałam "Dlaczego?". On odpowiedział: "Bo cię kocham." Przestałam wtedy płakać. Powiedziałam mu że nie mogę go zabić, bo też go kocham. On się do mnie uśmiechnął i powiedział że powinnam go zabić z miłości. Powiedział że albo zginiemy oboje (jeśli go nie zabiję, a mój tata zabije nas obojga), albo tylko on (jeśli ja go zabiję). Ja powiedziałam że wolę zginąć razem z nim, ale on powiedział że mnie kocha i chce żebym żyła i obiecał że będzie żyć w moim sercu i takie życie mu wystarczy. Udało mu się mnie przekonać, więc on się sam przywiązał linami na tym placyku, a ja stanęłam kilka meetrów dalej celując w niego strzelbą. Jednak nie strzeliłam, tylko zaczęłam znowu krzyczeć i płakać, a on tylko na mnie patrzył bezradnie. Wtedy nad nami zobaczyłam helikopter taty i tych ludzi. Zrzucili jakąś mini bombę na tego chłopaka. Podczas gdy bomba leciała, ja wrzasnęłam "nie!" i zaczęłam biec w jego stronę. On krzyknął żebym uciekała i, zanim zdążyłam do niego podbiec, bomba w niego uderzyła, co sprawiło że od tego momentu leżał na ziemi martwy. Płacząc przytuliłam się do jego zwłok, po czym wstałam. Tata chyba pomyślał że ja to on i że to on wstał, a ja pewnie jestem gdzieś w którymś z domów, więc żeby go zabić zrzucił kolejną bombę, celując we mnie. Ja wtedy się przestraszyłam i odskoczyłam w bok. Bomba upadła, nic mi nie robiąc, a ja byłam ukryta pod jakimś balkonem, w razie gdyby rzucali kolejne. Jednak tata z helikoptera mnie zobaczył (myśląc chyba że ja jestem tym chłopakiem) i namierzył się by zrzucić kolejną bombę i mnie zabić. Wtedy się obudziłam. Po przebudzeniu uświadomiłam sobie że ten chłopak trochę przypominał takiego chłopaka o rok młodszego ode mnie, który może trochę mi się podoba, ale we śnie był dużo ładniejszy.

użytkownik: ~marina986
Dodano: 10.04
0
1

Popchnęłam swoją własną siostrę pod autobus.. Straszny sen!